Artykuły
Depresja poślubna, na którą cierpi średnio jedna na dziesięć panien młodych, nie jest jeszcze zjawiskiem definiowanym medycznie, ale syndrom nazywany z angielska PND (post-nuptial depression) wszedł już na stałe do leksykonu
|
|
|
|
Przynajmniej rok przygotowań, starania aby wszystko wypadło idealnie, oczekiwanie na ten najpiękniejszy dzień w życiu i ... depresja. Dzień ślubu bezpowrotnie przeminął, emocje opadły i zaczynają się pytania – co dalej?
Depresja poślubna, na którą cierpi średnio jedna na dziesięć panien młodych, nie jest jeszcze zjawiskiem definiowanym medycznie, ale syndrom nazywany z angielska PND (post-nuptial depression) wszedł już na stałe do leksykonu.
Co jest przyczyną ?
Psychologowie, którzy coraz częściej prowadzą terapię małżeńską dla par, które zmęczenie i proza życia dopadła tuż po ślubie tłumaczą, że to normalne. Jest to taka sama depresja, chociaż przeważnie o większej sile natężenia, która dopada nas kilka tygodni po Nowym Roku. Znowu nie udało się nam dotrzymać obietnic, wielkie plany spaliły na panewce i pojawia się rozczarowanie, które może przerodzić się w depresję. W przypadku depresji poweselnej jest podobnie. Po miesiącach przygotowań, wyboru sukni, dobieraniu dekoracji i po samym ślubie opadają emocje. Następuje radykalny spadek hormonów szczęścia, szczególnie dopaminy, która nakręcała nas do działania.
Początek niczego ?
Społeczeństwo, mimo swojej pozornej nowoczesności i emancypacji, wciąż sprzedaje kobietom małżeństwo jako idealną receptę na wszystko. Tymczasem obecnie ślub nie daje kobietom niczego konkretnego, nie decyduje już o statusie w społeczeństwie. Obrączka na palcu nie daje wstępu do zaczarowanego kręgu, dostępnego tylko dla wtajemniczonych, jak może się nam wydawać, gdy patrzymy jak kolejne koleżanki wychodzą za mąż, a my wciąż jesteśmy solo.
Razem a jednak osobno ?
Niektórym osobom wydaje się, że od momentu zawarcia małżeństwa wszystko powinny robić wspólnie. Szczególnie kobiety czują się winne jeśli, np. wyjeżdżają na wyjazd integracyjny z pracy, wychodzą na babskie spotkanie albo jadą na weekend do rodziców. Samodzielnego do tej pory zaczynają postrzegać jako nieporadne dziecko i bardziej mu matkować niż traktować jak męża. Zostawiają zatem pełną lodówkę, w obawie aby ukochany międzyczasie nie umarł z głodu i obdarzają mnóstwem poleceń: podlanie kwiatków, wyprowadzanie psa. Także kobiety częściej rezygnują z własnego zdania, obawiając się, że drobna małżeńska sprzeczka może spowodować rozwód. Tymczasem tłamszenie w sobie wszystkiego wcale nie jest lepsze, w końcu może się skończyć wybuchem w najmniej stosownym momencie. Nikt przecież nie oczekuje, że od momentu ślubu musisz się we wszystkim zgadzać z partnerem, masz prawo do własnego życia. To zdrowe i naturalne – uspokaja psycholog Dr Terry Eaga.
Mieszkać razem przed ślubem czy nie ?
Od poślubnej depresji nie chroni także wcześniejsze mieszkanie razem. Owszem, ułatwia dotarcie się i jest szansa, że po nocy poślubnej nie będzie awantury o skarpetki pod łóżkiem, ale także odziera z pewnego uroku. W końcu nic się po ślubie nie zmienia - wracacie do tego samego mieszkania, tych samych problemów, których nie rozwiąże w magiczny sposób sakramentalne „Tak.”
Ślub to początek, nie koniec!
Przyczyną depresji w przypadku większości par jest traktowanie ślubu jako ukoronowania przygotowań, jako celu do osiągnięcia. Ślub powinien być dla przyszłych małżonków początkiem nowej drogi, nowego życia. Nie kończy, ale rozpoczyna!
Poszukiwania idealnej sukni, dobranie menu i usadzenie gości jest bardzo ważne i trudno się dziwić, że poświęca się na te przygotowania większość wolnego czasu. Nie zapominaj jednak o dotychczasowych pasjach i zainteresowaniach: nie rezygnuj z partyjki brydża, przeczytaj coś oprócz katalogu z modą ślubną i pozwól czasem znajomym na zmianę tematu. W końcu oni nie biorą ślubu i kolor dekoracji tortu nie jest tym, co interesuje ich najbardziej na świecie. I najważniejsze ciesz się chwilą, bo czekając na ten najpiękniejszy dzień w życiu, możesz przeoczyć kilka równie pięknych.
Żródło:time.com